Dieta niskowęglowodanowa

dr Dariusz Szukała
źródło: dobrydietetyk.pl

Atkins, Kwaśniewski, Dukan – to bez wątpienia trzy kluczowe postacie, które w ostatnich latach rządzą na polskiej scenie odchudzania. Chociaż każdy z nich chciał pracować na swoje konto i promować własne niezależne teorie żywieniowe, to jednak było coś co nierozerwalnie ich łączyło – to dieta niskowęglowodanowa.

Ograniczam węglowodany, jem białko

Zaskoczeni nagłym sukcesem medialnym, Atkins, Kwaśniewski i Dukan postanowili ze swojego pomysłu uczynić nie tylko podstawowy oręż do walki z nadwagą, ale także skuteczny lek na większość problemów zdrowotnych.

Każdy z pomysłodawców swojej diety, musiał stworzyć własną, niezależną teorię żywieniową, by skutecznie odróżnić się od konkurenta. A nie było to łatwe. Najbardziej pod górkę mieli ci, którzy zaczynali najpóźniej, bo trzeba było jakoś ze sceny wykopać Atkinsa.  Gdzie szukać wsparcia i pomocy? Na pewno nie w nauce czy medycynie, bo te dziedziny nigdy takich diet nie poparły.

Ponadto, próba promowania diet potwierdzonych naukowo, byłaby mało oryginalna i na pewno nie wróżyła większego sukcesu. Rozmaite medialne teorie żywieniowe tworzy się najlepiej wtedy, gdy miesza się naukę z fikcją i wplata w całość własne improwizacje.  Potem wystarczy włożyć w to nieco podstawowej wiedzy medycznej, by nagle wątroba, trzustka czy serce zaczęły żyć na nowo. Na koniec trzeba wydać książkę i dobrze ją wypromować. Kiedy sprzeda się w milionach egzemplarzy, to nie ma żadnych wątpliwości - dieta musi działać! Będzie też uzdrawiać tych którzy w nią wierzą!

Sygnały z przeszłości

Jednak wspomniani „odkrywcy” diet nioskowęglowodanowych, mimo  że wprowadzili w nie wiele własnych udoskonaleń, to jednak nie powinni zapominać o prawdziwym ich ojcu. Pewnego ranka 1862 roku, 66-letni już pan Wiliam Banting zaniepokojony swoją coraz bardziej postępująca głuchotą i rosnącą niedyspozycją zdrowotną zgłosił się do lekarza. Ten, widząc schorowanego i zadyszanego grubasa postanowił mu jakoś pomóc. Wówczas niewiele wiedziano o dietach odchudzających, ale pan doktor miał jednego asa w rękawie. Kierowany trochę pewnymi doświadczeniami i obserwacjami zalecił Bantingowi wyeliminować w diecie węglowodany. Po niespełna tygodniu stosowania nowego planu żywienia pacjent zaczął szybko tracić na wadze.

Po niespełna roku jego wskaźnik BMI spadł z 37 do 25, a Pan Banting zyskał ponoć drugą młodość. Zauroczony spektakularnymi wynikami, postanowił podzielić się z innymi, wydając wówczas małą książeczkę pt” Listy o otyłości”, gdzie opisał wszystkie dobroczynne efekty swojej diety.  Jego książeczka nie zdobyła aż tak wielkiego rozgłosu. Musiał minąć ponad wiek, aby świat mógł z rozmachem w to uwierzyć. Atkins miał wówczas swoje pięć minut. Jego książka, promująca zalety diety niskowęglowodanowej sprzedała się w ponad 10 mln egzemplarzy. Znajdowała się ona przez prawie 160 tygodni na liście bestsellerów "New York Timesa".

Miliony Amerykanów zaczęły odżywiać się zgodnie z radami dr Atkinsa. Wielu próbowało go wówczas kopiować, ale nikt nie mógł przebić jego ogromnej popularności. Trzeba było poczekać kilka dziesięcioleci, aby gwiazda Atkinsa nieco przygasła. Między czasie epidemia otyłości i rozmaitych chorób metabolicznych zdominowała świat, więc nic dziwnego, że pewne zakurzone hity sprzed lat postanowiono wyciągnąć na nowo, nieco zmodyfikować odświeżyć i podpisać innym nazwiskiem. Udało się.  Miliony ludzi znów uwierzyło.

Dieta niskowęglowodanowa odchudza

W tej kwestii nie ma zbyt wiele sprzeczności. Pod wpływem stosowania niskiej podaży węglowodanów, organizm zostaje zmuszony do korzystania z rezerw zgromadzonego tłuszczu, gdyż to właśnie on obok cukrów stanowi główny zapas energii do przetrwania. Organizm nie ma zbyt dużego wyboru, gdyż na trudno metabolizowane i niewydajne energetycznie białka nie ma co liczyć. Kiedy pojawia się alarm wywołany ograniczeniem ważnego paliwa energetycznego, w krwiobiegu pojawiają się też hormony. Na skutek silnego pobudzenia narasta we krwi stężenie adrenaliny, noradrenaliny i glukagonu. Normalnie, stężenie tych hormonów jest utrzymywane na optymalnym poziomie, ale są sytuacje kiedy ich stężenie we krwi lawinowo wzrasta. Krótkotrwałe ich pobudzenie działa pozytywnie, pomagając nam przetrwać różne sytuacje, ale kiedy ich poziom utrzymuje się zbyt długo, te same hormony mogą mocno wyniszczyć.

Każdy, kto ciężko chorował, przeżył śmierć bliskiej osoby czy zawód miłosny, doskonale wie jak zachowywało się jego ciało. Wyczerpany organizm nie potrafił  funkcjonować prawidłowo, tracił bardzo znacząco na wadze, mimo że niekiedy jedzenia było wystarczająco.

Dieta z niską ilością węglowodanów przypomina w pewnym sensie organizm funkcjonujący w silnym stresie.  A jeżeli jest stres, to na ogół bez problemu spada też waga. Czy jednak jest to słuszna droga do wymarzonego ciała? Tutaj niestety pojawiają się już pierwsze wątpliwości. Istnieje coraz więcej doniesień ukazujących negatywne skutki eliminowania węglowodanów w diecie. Modyfikacje dietetyczne rzutujące na długofalowe pobudzenie hormonów o działaniu adrenergicznym mogą powodować niekorzystne działanie w obrębie układu krążenia, podobnie jak utrzymujący się stres. Efekt ten jest szczególnie niekorzystny, gdy niskowęglowodanowej diecie towarzyszy dodatkowy wysiłek fizyczny. Na niebezpieczeństwo pojawienia się różnych incydentów ze strony  serca czy układu krążenia narażone są przede wszystkim osoby w wieku średnim i podeszłym a także te mające sporą nadwagą.

Obok bezpośredniego wpływu stresogennego, dieta może także źle rzutować na obraz zmian lipidowych we krwi sprzyjając promocji zmian miażdżycowych. Chociaż w wielu badaniach akcentowano pozytywny wpływ diety niskowęglowodanowej na spadek stężenia trójglicerydów, czy wzrost dobrego cholesterolu, to jednak są także akcenty negatywne, szczególnie kiedy deficyt węglowodanów zastępowany jest tłuszczem. Jak wskazują liczne doniesienia, dieta z niską podażą cukrowców może działać promująco na wzrost cholesterolu całkowitego, miażdżycorodnych lipoprotein LDL, homocysteiny czy markerów stanu zapalnego, co w wielu przypadkach może wyraźnie zagrażać zdrowiu a nawet życiu.

Robi się kwaśno

Nagłe i drastyczne ograniczenie spożycia węglowodanów, przy jednoczesnym podwyższeniu konsumpcji białka i tłuszczu stwarza organizmowi mało przyjazne warunki egzystencji i funduje mu prawdziwą szkołę przetrwania. Nieprzystosowany i kompletnie zdezorientowany organizm zostaje postawiony w skrajnie trudnej sytuacji. To mniej więcej tak, jakby wysadzić nagle człowieka w wysokich zaśnieżonych Alpach i kazać zdobywać mu szczyty, mimo iż dotąd jego największym osiągnięciem górskim był wjazd kolejką na Gubałówkę.

Mimo wszystko organizm daje  radę, głównie dzięki specyficznym możliwościom regulowania metabolizmu. W wyniku nagłego ograniczenia dowozu węglowodanów, ustrój człowieka intensywnie przestawia się na spalanie tłuszczu, co między innymi skutkuje pozornie pozytywnym efektem ubytku wagi. Ale istnieją jeszcze inne reperkusje toczącej się walki.

Im bardziej restrykcyjna dieta (mniejsza zawartość węglowodanów) tym większe ryzyko niekorzystnych następstw. Do kluczowych problemów zalicza się, nadmierne pobudzenie nerwowe, wzrost zakwaszenia organizmu, spadek sił fizycznych, odwodnienie, zaburzenia w gospodarce wapniowo-fosforanowej, wzrost ryzyka kamicy nerkowej, nasilona produkcja kwasu moczowego i większa podatność na rozwój dny moczanowej.

Z analiz sieci poradni Dobry Dietetyk wynika, że w grupie prawie pół tysiąca osób będących wcześniej na diecie białkowej ponad 30% doświadczyło różnych negatywnych następstw jej stosowania, począwszy od znacznego pogorszenia samopoczucia, poprzez wywołanie chorób stawów, skończywszy na problemach kardiologicznych. Żadna z osób nie oceniła diety pozytywnie, zarówno w sensie zdrowia czy samopoczucia jak również samej skuteczności odchudzania.

Dlaczego zawodzi

Wszystko dlatego, że jest sprzeczna,  z tym czego organizm naprawdę chce i potrzebuje. Węglowodany to nie tylko tuczący cukier, ale także składnik warunkujący optymalny przebieg rozmaitych reakcji metabolicznych. Wprawdzie nie ma jednoznacznych zaleceń, ile węglowodanów organizm człowieka  potrzebuje, ale bez wątpienia ich drastyczne eliminowanie w diecie nie wydaje się w żaden sposób uzasadnione. Węglowodany nie tylko optymalizują proces metabolizmu ale także są źródłem wielu cennych witamin, minerałów czy błonnika – składników, których nie uświadczy się w żywieniu białkowo-tłuszczowym.

Dieta niskowęglowodanowa wpływa korzystnie na odchudzanie tylko tak długo, jak  długo jesteśmy w stanie się do niej zmusić. Potem, zaczyna się nieubłagalny proces tycia, bez względu, jakie fazy powrotu do normalności autorzy diet nam nie wymyślą.

Każdy, kto planuje odchudzanie marzy raczej o tym by osiągnąć efekt w miarę trwały.  Jeżeli więc dieta niskowęglowodanowa nie jest w stanie tego zapewnić, to po co ją stosować? Problem  tego rodzaju diet nie ogranicza się jedynie do błahej zabawy w chudnięcie i tycie, ale także kształtowania silnej oporności organizmu na kolejne zabiegi odchudzania. Silne pobudzenie adrenergiczne układu nerwowego podyktowane dietą niskowęglowodanową działa niezwykle stresująco na komórki tłuszczowe przysposabiając je do jeszcze skuteczniejszej obrony. Nic więc dziwnego, że doprowadzenie organizmu do równowagi po dietach niskowęglowodanowych może trwać nawet kilka miesięcy.

Różnice w skuteczności diety niskowęglowodanowej i zrównoważonej są takie, że pierwsza działa szybko, jednak nietrwale. Druga bardziej powoli, ale za to gwarantuje stabilny ubytek wagi.

Historia kołem się toczy

Wiele lat temu demonizowano tłuszcz, upatrując w nim główną przyczynę otyłości i chorób metabolicznych. Musiało minąć sporo lat aby zrozumieć, że nie tłuszcz jest szkodliwy co niewłaściwa jego jakość. Zrodziła się więc konieczność znalezienia kolejnego kozła ofiarnego. Tym razem wyrok zapadł na węglowodany. Ile musi minąć czasu abyśmy mogli dojść do podobnych wniosków co z tłuszczem? Nie wiadomo.

Wszystko wskazuje, że następnym winowajcą problemów zdrowotnych ludzkości może być białko. Wówczas teorie żywieniowe Atkinsa, Kwasniewskiego czy Dukana znowu przejdą do lamusa, by po dziesięcioleciach zapomnienia znów ujrzały światło dziennie. Z pewnością będą wówczas nieco inne fazy odchudzania, nowe nazwisko i nowa książka która bez wątpienia  stanie się kolejną nadzieją ludzkości na lepsze zdrowie i życie.